Peter Brötzmann Quartet

11951130_970706192970743_5846918549102890125_n

„Peter Brotzmann,  John Edwards, Steve Noble – to zdecydowanie skład wagi superciężkiej. Weterani europejskiej sceny free. Ale nie próbujcie tych panów wysyłać na artystyczną emeryturę – wciąż skopią wam tyłki, muzycznie rzecz ujmując oczywiście.” – pisał o płycie trójki bohaterów naszego koncertu Bartosz Adamczak. A co stanie się gdy do składu dołączy jeden z najbardziej kreatywnych improwizujących wibrafonistów – Jason Adasiewicz? Przekonamy się na żywo 15 października!

Nieliczni szczęśliwcy mogli przekonać się już o tym na płycie zatytułowanej „Mental Shake” – rejestracji koncertu kwartetu w londyńskim Cafe Oto. Tak o tym nagraniu pisze Maciej Karłowski:

Są takie momenty, kiedy na scenie zdarza się jakaś niecodzienna, wyjątkowa synergia. Są chwile kiedy ludzie na niej stający przestają grać na swoim i tak okrutnie wysokim poziomie i przenoszą do swojej sztuki element natchnienia, grają jakby ich głów, serc i palców dotknęła istota wyższa i nadała nowy sens ich sztuce, choć ona sama jest przecież tą, którą wszyscy dobrze od lat znamy. Nie ma tu więc większego sensu opisywać, nie wiem zresztą po raz który, siły, bogactwa, szorstkiej liryki czy bezkompromisowości Broetzmanna. Nie ma powodu wspominać abstrakcyjnej, zróżnicowanej stylistycznie gry Adasiewicza, rytmicznej niezawodności i afrykańskiej niemal w intensywności kreacji Noble’a ani w końcu też potędze i jednoczesnej ruchliwości fraz Edwarda. Każdy z nich już dawno i na swoich warunkach, przekonał do siebie słuchaczy i zaznaczył mocno swoją obecność w muzycznej przestrzeni. Razem wydają się dokonywać syntezy tego co zaoferował amerykański free jazz i europejska free improw i na naszych oczach preparują taki właśnie mentalny koktajl. Ale nie robią tego bo potrafią. Nie po to żeby olśnić. Olśnienie jest tu jakby wartością dodaną, a nie zamierzonym piorytetem. Robią tak ponieważ inaczej nie mogą, ponieważ taką drogą poprowadził ich duch, a oni jako ludzie rozumni nie utrudnili mu działania.

Nie całe 40 minut. Jest tu wszystko czego dusza zapragnąć może, ujęte w jedną falującą jak niespokojne morze, kompozycje/improwizację. A jeśli dusza pragnie nie tylko totalnej muzyki i chce jeszcze posmakować czegoś jeszcze bardziej niecodziennego to niech dusza zatrzyma się na chwilę w okolicach 37 minuty. Tam czeka na nią Peter Broetzmann grający jazz, szorstką bardzo oszczędną i bluesową niemal frazą brzmiącą jak skarga dorosłego mężczyzny. Nie mam już nic więcej do powiedzenia. Piękny, ważny i potrzebny album wpadł mi w ręce. Jestem szczęśliwy.

Skład:
Peter Brötzmann, saksofony, klarnety torogato, Jason Adasiewicz, wibrafon John Edwards, kontrabas, Steve Noble, perkusja

Reklamy